26.11.2014


Blogmess?! 
Tak! Nieprzypadkowo pokazuje Wam dzisiaj mój adwentowy kalendarz, to jakby pretekst do tego byście wraz ze mną rozpoczęli grudzień i przygotowania do świąt. Jak wiecie moje blogowanie ostatnio bardzo kuleje, dlatego by wynagrodzić to sobie i Wam rozpoczynam miesięczne wyzwanie i obiecuje pojawiać się znacznie, znacznie częściej. Trzymajcie kciuki i nie martwcie się nie będę zanudzać Was tylko świątecznymi tematami. Chociaż sama w tym roku magię świąt czuje już od października (wtedy właśnie powstał mój kalendarz). No to do dzieła!

Przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia to najbardziej magiczny czas w roku. Pieczenie pierniczków, ubieranie choinki, pakowanie prezentów, a wreszcie wypatrywanie pierwszej Gwiazdki. By oczekiwanie było jeszcze bardziej rodzinne, a cudowny świąteczny klimat trwał przez cały grudzień warto przygotować wcześniej domowy adwentowy kalendarz. Ukryjemy w nim drobiazgi dla bliskich, może być on też świetnym sposobem na włączenie całej rodziny do wspólnych świątecznych zajęć i obowiązków. Taka atrakcja z pewnością ucieszy nie tylko małych domowników, w końcu kto z nas nie chciałby dostawać prezentu codziennie.


Niezbędne materiały:

• Płyta HDF 3 milimetry 100 x 70 cm (do zdobycia w każdym supermarkecie budowlanym, trzeba podać wymiar i poprosić o wycięcie - koszt 10 zł)
• Brystol biały i czerwony 100 x 70 cm 
• Drewniane spinacze x 24
• Torebki na prezenty około 10 cm x 24 
• Gotowe lub wydrukowane 24 numerki (Pobierz 1-13 Pobierz 14-24)
• Ozdoby świąteczne 
• Taśma 
• Klej 



Teraz pozostało zapakować tylko 24 małych prezencików i rozpocząć odliczenie. A Wy czujecie już magię świąt? ;) 
Buziaki, 
Maja




02.10.2014


Hej Kochani! Pewnie zauważyliście, że dość długo mnie tu nie było. Wrzesień okazał się dla mnie pracowitym miesiącem i bardzo, bardzo stęskniłam się za blogowaniem. Może jednak przerwa była potrzebna, bo dziś pisząc tego posta odczuwam znowu euforię jak podczas tworzenia pierwszych wpisów. Dzisiaj chciałam pokazać Wam projekt DIY, który stoi na moim biurku już od jakiegoś czasu - tablicę, dzięki której łatwiej mi ogarniać moje niezorganizowane życie. ;) A więc zaczynamy...

Zdjęcia z wakacji, przepisy, ulubione cytaty czy bilety po niezapomnianym koncercie łatwo gubią się w czeluściach szuflad. Warto jednak pamiętać o nich na co dzień. Dlaczego więc nie przekuć naszych wspomnień i planów w domową dekorację wyeksponowaną na własnoręcznie zrobionej tablicy? Dzięki temu zyskamy nie tylko inspirację do realizacji bieżących zadań, ale również niepowtarzalny detal, który wyróżni nasze wnętrze.


Niezbędne materiały 

 Podobrazie malarskie 
 Pianka lub gąbka tapicerska 
 Materiał
 Zszywacz tapicerski 
 Klej w sprayu 
 Wstążka 
 Nitka i igła 
 Pinezki

A teraz do dzieła!


Podobrazie malarskie spryskujemy klejem i przyklejamy do niego piankę.


Z materiału wycinamy prostokąt powiększony o zakładki do zawinięcia. Za pomocą zszywacza przytwierdzamy materiał do ramy.


Wstążkę przyszywamy tak by łączyła wierzchołki, a następnie środki przyległych krawędzi.


Gdy wstążka jest już przytwierdzona, w miejscach jej przecięcia warto zszyć ją nitką by otrzymać charakterystyczne pikowanie. Następnie miejsca przeszycia zakrywamy dobranym guzikiem lub pinezką.


Pomysł na domowy moodborad znajdziecie też w październikowym numerze "Czas na Wnętrze", więc jeśli wydaje Wam się, że gdzieś już to widzieliście to właśnie tam. Ja podczas każdej wizyty w Empiku dostaje mikrozawału, w końcu pierwszy raz widzę swoje zdjęcia i łapki w gazecie. ;)


Trzymajcie się ciepło
Maja


12.08.2014


Patrzę na zdjęcia wybrane do tego posta i zastanawiam się czy słowa są jeszcze tutaj potrzebne. Może wystarczy popatrzeć tylko na te obrazy i wszystko będzie już jasne. Poczujecie to samo co ja i pokochacie minimalizm. Pozbawione ornamentu i koloru wnętrze to idealny dom dla pięknych, czystych form. Zapraszam Was dzisiaj do ich podziwiania. Enjoy the view! ♥




05.08.2014


Witajcie po długiej przerwie. Przekornie pierwszy post po moich blogowych wakacjach będzie mówił o domowym miejscu pracy. W końcu wypoczęci, zrelaksowani i pełni pomysłów chcemy przystąpić do realizacji naszych codziennych zadań. Aby było to łatwiejsze, zwłaszcza gdy za oknem panuje 30 stopniowy upał, warto zadbać by nasze biurko było miejscem przytulnym i inspirującym. Nie chodzi tutaj o posiadanie macbooka, białego stołu i krzesła Eames (swoją drogą nie wiem czy to koniecznie najlepszy wybór do wielogodzinnej pracy). Wystarczą zwykłe taśmy samoprzylepne, koszyki, pojemniki i inspirujące nas zdjęcia. Cokolwiek dzięki czemu utrzymamy porządek i skupienie.


Kalendarz, lista zadań czy też pocztówka z wakacji. Te rzeczy zawsze dobrze mieć przed sobą. Dlatego też świetnym pomysłem na wykorzystanie ściany przy biurku jest stworzenie osobistego moodbordu. Wystarczy przykleić zdjęcia do ściany, tablicy lub wykorzystać do tego półkę ścienną.


Jednym z ważniejszych aspektów o jakich trzeba pomyśleć przy urządzaniu domowego miejsca pracy jest oświetlenie, oczywiście ważne jest to by przy biurku było jasno. Nie oznacza to jednak, że monitor powinien znajdować się w świetle okna. Idealnym tłem dla komputera będzie po prostu jednolita ściana. Jeśli tak jak ja potrzebujecie mieć wokół siebie dużo materiałów i przyborów, warto zadbać by każda z rzeczy miała swoje miejsce, bo biurkowy chaos to pierwszy krok do demotywacji.  
  
W poszukiwaniu inspiracji do ogarnięcia własnego biura znalazłam parę przedmiotów, które pomogą w organizacji zadań i rzeczy wokół nas.


ORGANIZACJA




A Wy co macie na swoich biurkach?
Pozdrawiam,
Maja 




27.06.2014


Przekornie na okładce tego posta znalazł się stolik LACK z Ikei. Nie martwcie się nie będę polecać Wam jego zakupu. Jest to oczywiście świetne rozwiązanie - prostota pasująca do każdego wnętrza i cena 19 zł przekonują miliony. Ja sama mam aż 4 takie stoliki! :) Dzisiaj jednak chciałam pokazać Wam alternatywę dla tej ikeowej gwiazdy. Wbrew pozorom wybór fajnego stolika nie jest taki łatwy. Pamiętajcie jednak by raczej nie kupować całych meblowych zestawów, stolik to punkt centralny pokoju i warto postawić na coś ciekawszego. Ja wybrałam 15 stolików, które formą i stonowaną kolorystyką wpasują się w każde wnętrze. Mam nadzieję, że coś przypadnie Wam do gustu.

1,2

3,4,5

6,7

8,9,10



14,15


Jestem ciekawa, który numer będzie Waszym faworytem. Dajcie znać w komentarzu! :) 
Pozdrawiam, 
Maja



25.06.2014



Sypialniane tematy pojawiają się u mnie ostatnio bardzo często. Gościliście w mojej sypialni gdy pokazywałam Wam stoliki nocne zrobione ze skrzynek. Wiecie też, że niedługo będę ten pokój urządzać od nowa, a wszystkie zastosowane w nim rozwiązania są tymczasowe. Na początku bardzo denerwował mnie ten przejściowy stan, brak mebli, białe ściany nie mogłam doczekać się już remontu - tapety i zakupu pięknego nowego łóżka. W międzyczasie jednak wszystko się odmieniło i całkiem polubiłam ten industrialny klimat, a brak mebli stał się wręcz atutem. Przyczyniła się do tego nasza nowa pościel z firmy Hug the Stuff, która jest idealnym dopełnieniem pomalowanych na szaro skrzynek i studyjnej lampy. Teraz już nie chce mi się wychodzić z łóżka.


Hug the stuff to nowa polska marka, którą z miłości do dobrego wzornictwa i przytulania założyły dwie młode dziewczyny Paulina i Sylwia. Tworzą one niebanalną pościel, a ich projekty są zupełnie inne od tego, co serwują nam popularne sklepy. Mnie taka inicjatywa bardzo się podoba, bo na polskim rynku pościelowym mało jest dobrego designu.


W ofercie firmy znajduje się kilkanaście wzorów pościeli i poduszek. Ja wybrałam pościel Ahoj z białą kotwicą, która dzięki deskowemu printowi idealnie pasuje do naszych skrzynek. Podobnie jak w całym mieszkaniu, tak i w łóżku królują szarości połączone z czernią i bielą. 


Ponieważ nie lubię typowych pościelowych kompletów zamówiłam też parę poduszek z innych zestawów, a jedną z nich - tą w skrzyneczce dostałam od dziewczyn w prezencie. Inspiruje mnie jeszcze bardziej do kreatywnego działania.


W ofercie Hug'a są też inne ciekawe wzory, znajdzie się coś dla miłośników czekolady lub sielskich klimatów. Koniecznie zajrzyjcie na stronę http://hugthestuff.com/.


Co myślicie o takiej "krejzolskiej" pościeli? Który wzór podoba Wam się najbardziej?
Buziaki, 
Maja 

20.06.2014


Ponieważ sezon na przetwory na dobre się rozpoczął, a domowe dżemy są najlepsze na świecie. Postanowiłam przekonać Was do ich zrobienia wpisem z etykietkami, które możecie wydrukować i przykleić na swoje wyroby. No w końcu „słoikowi” też należy się trochę stylu. Mnie takie naklejki z pewnością się przydadzą, bo szafko-spiżarnia pęka od słoiczków przywiezionych od Mamy, a w tej ilości czasem trudno rozwikłać co jest czym. Jestem pełna obaw czy wszystko pójdzie zgodnie z planem, pierwszy raz udostępniam coś co będzie można pobrać i wykorzystać. Nie jestem też specem od grafiki, bo jak wiadomo bliżej mi do programów typu AutoCAD, mam jednak nadzieje, że naklejki Wam się spodobają. Po krótkiej ankiecie na wnętrzarskim facebooku i instagramie doszłam do wniosku, że stylówkę słoika pozostawię do wyboru. Dlatego do ściągnięcia są 3 zestawy, w których znajdują się po 4 smaki dżemu – truskawkowy, wiśniowy, malinowy i brzoskwiniowy. Tak, więc przejdźmy do bohatera tego posta w jego 3 odsłonach.

SŁOIK MINIMALISTA




POBIERZ




SŁOIK KLASYCZNY


SŁOIK HIPSTER


POBIERZ


Etykietki są na kartkach A4, ja swoje wydrukowałam na folii samoprzylepnej w drukarni. Koszt jednego arkusza to około 4 zł. 
Koniecznie dajcie znać, który słoik podoba Wam się najbardziej, no i co myślicie o takich postach z grafikami do pobrania? Jeśli skorzystacie, z moich pomysłów będzie mi bardzo miło, gdy zrobicie zdjęcie i oznaczycie wnętrzarskiego na instagramie lub facebooku. 
Pozdrawiam,
Maja



06.06.2014


Gdy byłam małą dziewczynką bawiłyśmy się z siostrą w grę o nazwie „zamawiam”. Nie miała ona początku i końca wystarczyło tylko „zamówić” jakąś rzecz i już nikt inny nie mógł jej mieć. Często przekrzykiwałyśmy się, a spór o to która pierwsza powiedziała to magiczne słowo pozostawał nierozstrzygnięty. Oh dzięki temu byłam wtedy w posiadaniu tylu pięknych domów.. Przypomniało mi się to, bo dzisiejszy post to też taka trochę gra. Chciałam pokazać Wam 5 rzeczy, które, mam nadzieję kiedyś u mnie zagoszczą, czyli moje wnętrzarskie „must have”. Na ten pomysł wpadłam podczas wizyty na Targach Wzory w Warszawie. Przechodząc pomiędzy stoiskami chciało się "zamówić" wszystko, jednak przecież nie wszystko jest nam potrzebne. Ponieważ moje myśli kręcą się ostatnio wokół sypialni, którą zaraz będziemy urządzać, to większość wyborów to rzeczy właśnie do tego pomieszczenia.


Pierwszym i jednocześnie największym moim zachwytem jest toaletka z firmy ProjektoweLove. Nie dość, że ma przepiękną prostą formę, która bardzo dobrze prezentowała się będzie w naszej sypialni, to w dodatku jest niesamowicie funkcjonalna - w blacie ukryte są przegródki na biżuterię i lustro. 


Kolejna rzecz, to coś o czym nigdy nie pomyślałabym, że będzie mi potrzebne. Jednak gdy zobaczyłam  czarną matową drabinę z firmy A&A, totalnie się zauroczyłam. To też świetne zastępstwo dla krzesła, na którym piętrzą się ubrania. Musicie przyznać, że ciuchy zawieszone na takiej drabinie wyglądają dużo lepiej.


O tym, że kocham żarówki pisałam tu pewnie już milion razy, jednak ciągle nie możemy się zdecydować gdzie takową zawiesić. Mam więc nadzieję, że znajdzie się wreszcie dla niej miejsce. W sypialni poduszek nigdy za dużo, szczególnie gdy wyglądają tak pięknie ja te plecionki z firmy Ohoo style.


Na te trójwymiarowe napisy z firmy Twórczywo zwrócił uwagę mój narzeczony. Pomimo iż znam tą firmę od dłuższego czasu nigdy nie myślałam poważnie o zakupie tego typu dekoracji. Teraz jednak "Bajzel", jako celne podsumowanie stanu naszego M. od niedzieli do soboty, będzie wisiało gdzieś na ścianie albo stało na półce przypominając, że ostatnie "zamawiam" powinnam przeznaczyć na samojezdny odkurzacz.

A co najchętniej byście teraz "zamówili", gdyby to było tak proste jak dziecięca zabawa?
Pozdrawiam,
Maja