21.05.2014


Dotychczas mało było na blogu skandynawskich inspiracji. Pomimo iż bardzo lubię takie wnętrza, odczuwam czasem ich przesyt w Internetach, a w szczególności na blogach wnętrzarskich. Jednak gdy zobaczyłam to malutkie 37 metrowe mieszkanie nie mogłam powstrzymać się by go tutaj nie pokazać. Nie dość, że jest ono cieszącą oko stylizacją to idealnie pokazuje o co tak naprawdę w tej wnętrzarskiej Skandynawii chodzi.


Co najbardziej podoba mi się w tym wnętrzu?
  • jak zawsze spójność koncepcji - wszystkie pomieszczenia pasują do siebie stylistycznie, co bardzo dobrze sprawdza się przy tak małych powierzchniach. 
  • odrestaurowana podłoga z desek.
  • przestrzeń do przechowywania w ukrytych zabudowach w ścianach.
  • przytulny klimat mieszkania świetnie łączący elementy industrialne i vintage. 


Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie tutaj wybór złotej baterii, muszę przyznać że sama gdy zobaczyłabym ją w sklepie doszłabym do wniosku, że to kompletny obciach. Tutaj jednak prezentuje się to świetnie.


Na żarówkę przy łóżku choruje już od jakiegoś czasu. Zastosowano tu rozwiązanie, które pozwala na posiadanie takiej lampy nawet gdy nie mamy przeciągniętej w to miejsce elektryki. Została ona podłączona do gniazdka przy łóżku, a jej kabel podwieszony na haczyku w suficie. Sprytne i efektowne ;).


Łazienka w tym mieszkaniu pokazuje, że nawet najprostsze i najtańsze białe płytki w towarzystwie ciemnej fugi i złotej armatury mogą wyglądać niezwykle elegancko. Podobnie zresztą jak w kuchni.  


O kaflach ze wzorami pisałam już w tym poście. Pięknie komponują się ze starymi deskami w pozostałej części mieszkania.


A teraz kilka rzeczy w klimacie tego wnętrza:




A jak Wam podoba się to mieszkanie? Co z niego chcielibyście zastosować u siebie? 
Ja zabieram żarówkę i szare kafle. :) 
Maja


16.05.2014


Ponieważ doszły mnie słuchy, że nikt nie wie jak wygląda Wnętrzarski, postanowiłam trochę się przemóc i pokazać się Wam na dwóch zdjęciach w tym poście. Mam małego stracha, niezbyt często w końcu się tutaj pojawiam, mam nadzieję, że miło będzie się nam poznać. Ale nie o tym.. dzisiaj przede wszystkim chciałam podzielić się z Wami kilkoma moimi instagramowymi inspiracjami z kwietnia i maja. Totalnie pochłonęło mnie szukanie idealnych komórkowych kadrów, więc jeśli tylko będziecie chcieli czasem je tutaj oglądać, ja z radością będę się częściej nimi dzielić.


Początek kwietnia to moje urodziny, a idealny prezent dla takiego designerskiego szaleńca jak ja to miniaturka ukochanego krzesła Louis Ghost. Prawda, że słodkie? Tak idealnie podsumowuje to tekst ze zdjęcia grafiki, którą napotkałam na Targach Rzeczy Ładnych. W plakacie odbija się wnętrze Domu Towarowego Braci Jabłkowskich w Warszawie, w którym odbywały się Targi. 


Przyszła też wiosna, trzeba było wymienić opony, wiem, że to szalone, ale meble u mojego mechanika tworzyły tak idealną kompozycję, że nie mogłam się powstrzymać od zrobienia zdjęcia. Śrubokręty i smar dla chłopaków, a dla dziewczyn zapasy w Rossmanie, zaopatrzyłyście się na promocji 49%?? Ja chyba przez pół roku nie kupię już ani jednego kosmetyku ;). 


Jestem totalnym wariatem jeśli chodzi o akcesoria kuchenne, nie mam już gdzie ich trzymać, jednak ciągle tłumaczę sobie, że będą przydatne do zdjęć na bloga ;). No, ale jak miałam nie kupić babulinkowego młynka do pieprzu czy butelki na mleko? :) W swoim pokoju u rodziców odkopałam też piknikową walizę, cudownie było wybrać się z nią na zielona trawkę podczas majówki. 


Jeśli chodzi o wyżej wspomniany Dom Towarowy, czyli dawną siedzibę księgarni Traffic. To ma on niezwykle ciekawą historię, którą poznałam dzięki książce "Sześć pięter luksusu" zdecydowanie polecam tą pozycję, fascynujące losy pierwszego luksusowego domu towarowego w Polsce. Ostatnie zdjęcie to moja kuchnia, widzieliście ją już w "ciaśniejszych" kadrach w postach np. o płytkach z Tubądzina czy o też o krzesłach

Zapraszam oczywiście na instagramowe konto Wnętrzarskiego. I do zobaczenia w następnych postach. Pozdrawiamy z lustrzanego odbicia :)
Maja 




07.05.2014


Każdy gość, który po raz pierwszy odwiedza nasze mieszkanie zadaje choć raz pytanie „jak to jest zrobione?”, zatem dzisiejszy post dedykuje wszystkim znajomym, którzy zainspirowali mnie do napisania tego na blogu. Pomimo iż prawie całe mieszkanie jest białe, ściany intrygują naszych gości nie tylko możliwością pisania po nich, ale także swoimi ciekawymi strukturami – cegłą i betonem.  Gdy decydowałam się na to, nie wiedziałam jeszcze, że będę miała bloga, jednak takie rozwiązanie to strzał w dziesiątkę – te ściany to idealne tło do zdjęć, które nieraz już mogliście podziwiać w innych moich postach. 


CEGŁA

Najpiękniejsza jest gdy uzyskamy ją skuwając tynk ze ściany, jeśli jednak nie mieszkacie w przedwojennej kamienicy, a ściany w Waszym domu zrobione są z pustaków jak u mnie, fajnie będzie pokryć ściany cegłopodobnymi płytkami gipsowymi. To świetne rozwiązanie także przy remontach, położenie takich płytek jest nie tylko szybkie, ale też bardzo czyste. Przyklejone cegiełki wystarczy uzupełnić fugą i gotowe.  U nas płytki są białe i trochę rustykalne, ale na rynku dostępnych jest wiele kolorów i kształtów. Jest to rozwiązanie bardzo ostatnio popularne dlatego dostępnych materiałów jest bardzo dużo. Ja swoje cegiełki kupiłam na dziale budowlanym w Leroy Merlin (tutaj zostawiam Wam linka do producenta). 


BETON

To nasza główna ściana w salonie, pewnie jeszcze nieraz ją zobaczycie. Bardzo cieszę się, że zdecydowaliśmy się na pokrycie jej tynkiem betonowym, gdyż nie dość, że nadaje on industrialnego i nowoczesnego klimatu, to nie jest tak bardzo popularnym rozwiązaniem jak cegła. Najbardziej intrygującym elementem ściany są okrągłe wgłębienia, które mają imitować płyty tworzone podczas wylewania budynku. To z pewnością rozwiązanie, które nie każdemu przypadnie do gustu, do dziś pamiętam minę naszych rodziców gdy pierwszy raz zobaczyli tę ścianę ;). 


Ok, ale dalej nie opowiedziałam Wam jak to jest zrobione? My pokryliśmy ścianę tynkiem betonowym w dwóch kolorach pierwsza warstwa była ciemniejsza od zewnętrznej. Śrubokrętem odrysowaliśmy podział na płyty - dzięki ciemniejszej warstwie na spodzie linie są ciemniejsze niż reszta.  Przetarcia to moja artystyczna praca – mokrą ścianę przecierałam pomiętą gazetą i szczotką by uzyskać charakterystyczne dla betonu wżery i nierówności.

Nasz tynk pochodził z firmy OIKOS, ale zostawiam Wam też linka do firmy Fox Dekorator, która produkuje Farby Betonowe (przetestowane przeze mnie w innej realizacji). 


Ścianę z betonu można uzyskać także poprzez przykręcenie płyt "betonowych" do ściany, ale ja znowu miałam się nie rozwodzić i znowu nie wyszło ;). Jeśli coś Was zainteresuje piszcie w komentarzach.

Mam nadzieję, że przy okazji urządzania swojego M. lub remontów pomyślicie o strukturach takich jak cegła, beton czy kamień o którym jeszcze nie wspomniałam. Zdecydowanie polecam, bo mogą czasem zrobić całe wnętrze! 

Pozdrawiam,
Maja







05.05.2014


Ciężko powrócić do codziennych obowiązków po tak długiej majówkowej labie. Dlatego postanowiłam trochę pozmieniać kolejność postów i przenieść Was w romantyczny świat ze zdjęć, które zrobiłam podczas swojej majówki. Wolne dni spędzaliśmy u rodziców, chcę więc pokazać Wam dzisiaj mój pierwszy projekt - romantyczny pokój, który urządziłam w wieku 16 lat (o zgrozo 11 lat temu!). Pomimo iż, od tego czasu mój wnętrzarski styl kompletnie się zmienił, a w pokoju widać już ten upływający czas, nadal uważam, że jest to bardzo klimatyczne miejsce. Czasem warto wyjść z nowoczesnych białych wnętrz, z którymi żyje na co dzień i przypomnieć sobie czasy gdy było się niepoprawnym romantykiem.


Fotel w róże to idealne miejsce do czytania. Pięknie prezentuje się w towarzystwie metalowego stolika. W moim mieszkaniu nie mam jeszcze swojej czytelni, dlatego napawam się nim przy każdej wizycie w domu rodzinnym.


A oto Czesław zastanawia się pewnie czemu latamy po jego pokoju z aparatem, nie dając mu spać.


Muszę przyznać, że przy urządzaniu tego pokoju udało mi się nazbierać całkiem sporą liczbę starych bibelotów, jest w nim mnóstwo wazoników, świeczników, drewnianych szkatułek czy wiklinowych walizek. Najbardziej jednak cieszy mnie sztaluga, na której przechowuje albumy i obrazy.


Biurko z sekretarzykiem nie tylko dopełnia romantycznego klimatu, ale także jest bardzo funkcjonalne - skrywa całą masę zeszytów i szpargałów z moich licealnych czasów.


Jeśli chodzi o kolor pokoju to od początku nie wyszedł, pamiętam, że wybrałam całkiem inny kolor z próbnika niestety po pomalowaniu efekt był taki jak teraz. Była to dobra nauczka na przyszłość. Jednak przez lata przyzwyczaiłam się już trochę do tego majtkowego różu ;). 

Mam nadzieję, że poczuliście ze mną trochę nostalgii za romantyzmem. W sekrecie powiem Wam, że to tutaj przychodził do mnie w liceum mój obecny narzeczony ;). 

Maja